21 września 2009
Krzysztof Wirpsza
Metoda Sedony:
Uwolnić nadmuchanego tyranozaura!
"Metoda Sedony to cudowny wkład w dziedzinę
samoakceptacji i transformacji ego. Jest jak przystępna, zachodnia
forma nauk buddyjskich, zdolna uwolnić nasze serca i umysły od
ograniczeń, które sami na siebie nakładamy, i odwiecznych baśni, jakie
każdy sam sobie opowiada."
Lama Surya Das [1]
Osobiście było mi zawsze bardzo trudno przekonać się do medytacji.
Podejrzewałem, że w medytacji pociągają ludzi przede wszystkim
niezwykłe i tajemnicze stany, które są czymś w rodzaju elitarnej sztuki
rozrywki. Po skończeniu studiów odkryłem, że ludziom w życiu
chodzi przede wszystkim o przezwyciężenie własnych problemów. Rozrywka
może iść potem, ale raczej nie jest kwestią centralną. I to problemy
właśnie, jak się okazało, stanowiły klucz do zagadki dojo. Jak
pokonać własne problemy? Zrozumiałem, że zainteresowani medytacją, ci
szczerze nią zainteresowani, poświęcają na nią swój czas,
ponieważ w ten sposób próbują uporać się z problemami. Tymi, z którymi
za pomocą innych metod uporać się im najwyraźniej - nie udało.
Zacząłem więc podejrzewać, i do dziś mi się to podejrzenie nie
zmieniło, że istota medytacji polegać musi na likwidowaniu
tych problemów. I nie chodzi tu o ucieczkę przed problemami, o
ich tymczasowe przykrycie warstwą pozytywnej energii. Mam na
myśli rzeczywiste, radykalne i uczciwe tych problemów -
pozbycie się. Czy to możliwe, czy łatwe, i ilu medytujących faktycznie
tu dochodzi, to już inna sprawa, ale tylko takie doszczętne
"pozbycie się" wyglądało mi na wystarczająco racjonalne uzasadnienie
tego sportu. Przy okazji - przez "problem" rozumiem wszystko, co
można w naszej psychice nazwać "niezdrowym", "wymuszonym",
"odrętwiałym", "bolesnym", "nieobecnym", "zestresowanym", czy innym
tego typu przymiotnikiem. Skuteczna medytacja nie tylko powinna
te rzeczy usuwać, ale też przetwarzać w ich pozytywne, przydatne w
życiu odpowiedniki.
Metoda Sedony była jedną z technik, które pokazały mi, że tak może
być w istocie. Jej twórcy, Lesterowi Levensonowi, najwyraźniej
udało się wyodrębnić sedno rzeczywistej medytacji, a także zdefiniować
precyzyjnie punkt w którym psychologiczne problemy faktycznie -
rozpuszczają się. Okazało się, że kwestie rytualno-filozoficzne, sprawy
wzniosłości uczuć czy też wieloletni "staż żółtodzioba" - wcale nie
były niezbędne. Idąc za zaleceniami Levensona, można wejść od razu w
istotę procesu - i na niej jedynie poprzestać. Istota zaś, polega
dokładnie na tym - pozwolić aby nasz problem przestał dłużej
istnieć jako problem. By stał się sprzymierzeńcem. Ba, oczywiście,
łatwo powiedzieć. Ale jak się okazuje, przy odrobinie treningu, nie
jest to wcale takie trudne.
Metoda Sedony opiera się na czterech łatwych pytaniach
zadawanych samemu sobie. "Czy mogę to powitać?", "Czy mogę pozwolić,
aby to się rozpuściło (odeszło)?", "Czy pozwolę, aby to się rozpuściło
(odeszło)?" i "Kiedy?". Pomijając szczegóły techniczne, o których
napisano całą książkę, istotę metody można sprowadzić to tej prostej
formuły: "Znajdź w sobie problem. Następnie spróbuj pozwolić aby on
zanikł.". I nie chodzi tu o wypieranie problemu, o wmawianie sobie, że
go w nas nie ma. Nie mówimy też - dodaję dla wyjaśnienia - o
autohipnozie, autosugestii, afirmacjach czy auto-programowaniu. Mamy na
myśli rzeczywisty zanik, ustąpienie problemu, w naszej własnej ocenie.
Łatwo je rozpoznać, bo jego efektem, tu i teraz, jest najzwyczajniejsza
w świecie - ulga.
Twórcę Metody Sedony, Lestera Levensona życie postawiło w
sytuacji, gdzie rozwiązanie psychicznego problemu stało się kwestią
życia lub śmierci. Stres, związany z funkcjonowaniem na najwyższych
szczeblach amerykańskiego świata biznesu, doprowadził organizm
Levensona do takiego wycieńczenia, że lekarze rozkładali ręce. Był
on chory na większość głównych przypadłości cywilizacyjnych i to
chory obłożnie. Zalecano mu spokój i oczekiwanie na śmierć. Lester
jednak nie poddał się i potraktował to jako wyzwanie. Wiedział, że jego
jedyną szansą jest cud, i że tylko on sam może na ten cud
pozwolić. Zamknięty w hotelowym pokoju przez trzy miesiące non-stop
pracował nad sobą za pomocą zestawu technik, tak banalnie prostych, że
przeciętnego człowieka można by ich nauczyć w godzinę. Powiadają, że po
upływie trzech miesięcy Lester stał się całkowicie zdrów. Co
jeszcze ciekawsze, jego umysł wszedł w stan trwałego i niezmąconego
spokoju, jasności i pogody ducha, które nie opuściły go od tamtej
chwili do śmierci.
Lester Levenson, po swojej duchowej przemianie, powrócił do
środowiska amerykańskich biznesmenów, tym razem niosąc im nowe
przesłanie. Zasiadał za stołem konferencyjnym, po to aby, wraz z
zespołem, wprawiać się w sztuce, którą nazywał "uwalnianiem".
"Uwalnianie" (po angielsku to to samo, co "pozwalanie na
rozpuszczenie") było kwintesencją medytacji, wyrażoną w sposób
przystępny i zrozumiały dla świeckiego, współczesnego człowieka
Zachodu. Dzięki opanowaniu "uwalniania" Lester potrafił pozbyć się
dowolnej stresującej emocji, jednak nie przez jej wyparcie, i nie przez
ekspresję. Chodziło o pozwolenie aby energia stresującego
czynnika, działała dla naszego dobra, raczej niż szkody.
"Uwalnianie"zaczynało się prosto. Najpierw potrzebne było przyznanie
się przed sobą samym do emocji, którą chcemy przetworzyć. Emocję
tę należało spróbować zaakceptować, bez prób wywoływania zmiany. Potem,
wciąż nie usiłując nic zmieniać, należało spróbować wyrazić zgodę
na rozpuszczenie się emocji, a właściwie jej spontaniczną transformację
w bardziej wysokoenergetyczny stan. Aby spróbować wyrazić zgodę,
człowiek nie musi nawet kiwnąć palcem. Po prostu się zgadza (lub
nie zgadza) i już. Wychodził tu na jaw fakt, że największej wewnętrznej
zmiany można dokonać, jeśli nauczymy się - naprawdę nic nie
robić. Z czasem, ta bezprecedensowa forma redukcji stresu,
zaczęła trafiać do coraz szerszych kręgów publiki i przyjęła nazwę
Metody Sedony.
Lester Levenson zmarł w latach dziewięćdziesiątych, ale pozostawił
po sobie schedę, w postaci rozwijającej się organizacji Sedona Training
Associates, zajmującej się szerzeniem jego systemu w Ameryce.
Nazwa Metodą Sedony, wzięła się od nazwy miasta Sedona, gdzie system
ten powstał. Szczegółowo opisany jest w książce Hale'a Dwoskina pt.
"The Sedona Method. Your Key to Lasting Happiness, Success, Peace and
Emotional Well-being" [2.] ("Metoda Sedony - twój klucz do
trwałego szczęścia, sukcesu, spokoju ducha i emocjonalnego spełnienia",
niestety polskiego tłumaczenia na razie nie ma ) Sam Hale
Dwoskin, stojący obecnie na czele organizacji był uczniem i
przyjacielem Levensona.
Na temat Metody Sedony z uznaniem wypowiadają się sławy
"ruchu ludzkiego potencjału", jaki kwitnie na zachodnim wybrzeżu
Stanów. W obszernym dziale z rekomendacjami na stronie organizacji,
Metoda jest entuzjastycznie polecana przez znanych pisarzy, terapeutów,
doradców osobistego rozwoju i biznesmenów, m.in. Jacka Canfielda
(autora Balsamu dla duszy) , Johna Gray'a (Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus),czy Susan Jeffers (Czuj lęk, i zrób to pomimo wszystko). W
zamieszczonym na stronie filmiku wypowiadają się ludzie, których Metoda
wyleczyła z psychosomatycznych chorób, emocjonalnych zapaści i
finansowych dołków.
W Metodzie Sedony zajmujemy się emocjami i stanami wewnętrznymi.
Zaczynamy od tych negatywnych. Prawie każdy chciałby się pozbyć gniewu,
napięcia w brzuchu, znużenia, smutku czy niechęci. Twórcy Metody
zachęcają do pozbycia się tych wewnętrznych utrapień, które, jak
przywykło się myśleć, zalegają w nas niezależnie od naszej woli.
Gniew, ból i inne negatywy okazują się tu naszym własnym niekochanym
dzieckiem. Niekochane dziecko jest dzieckiem problemowym, ale dzieje
się tak właśnie dlatego, że jest niekochane. Pytanie brzmi "Czy mogę
pokochać swój ból?" Każdy kiedyś widział natrętną osę,
która, przerażona ludzkim opędzaniem się, ostatecznie żądliła. Czasem
pojawia się ktoś wyjątkowo spokojny, kto nie opędza się, a osy, pomimo
to, zdają się go nie dręczyć. Po jego policzku spaceruje osa, a on,
choć świadomy tego, je ze spokojem kanapkę. Końca tej historii
możemy się domyślić - osa znudzona odlatuje.
Podobna zasada działa w przypadku Sedony. Nasza negatywna
emocja jest jak zwierzątko. Gdy się jej boimy - atakuje, bo sama
się boi. Gdy ją akceptujemy i dopuszczamy do siebie - nagle się
uspokaja. Ostatecznie traci zainteresowanie nami, ponieważ widzi, że
jej nie zagrażamy. Rusza w swoją stronę. Jeśli tylko pozwolimy jej odejść - nie będzie nas więcej dręczyć.
Praca Metodą Sedony przebiega w zatem dwóch fazach. Najpierw -
musimy zidentyfikować kłopotliwy stan wewnętrzny i go zaakceptować. .
Pytając siebie "Czy mogę to zaakceptować?", możemy uświadomić sobie jak
wielki wpływ wywieramy na swoje wewnętrzne stany zwyczajnie nie pozwalając sobie ich czuć, kontrolując je lub lekceważąc.
Po próbie akceptacji przychodzi czas na uwolnienie, inaczej -
pozwolenie na rozpuszczenie. Zaraz po jednym lub kilku pytaniach na
akceptację, zadajemy pytanie uwalniające:
"Czy mogę pozwolić, aby to się rozpuściło?"
Ewentualne zamienniki, wynikające głównie z problemów z tłumaczeniem
oryginalnej formy angielskiej (let go) na polski, zamieszczam poniżej:
- "Czy mogę to puścić?"
- "Czy mogę to uwolnić?"
- "Czy mogę pozwolić aby to ustąpiło/odeszło?"
- "Czy mogę to odpuścić?"
- "Czy mogę przestać dawać temu siłę?"
Warto zrozumieć o co tu chodzi, ponieważ jest to kluczowe pytanie
Sedony. Mówimy o poluzowaniu mentalnego chwytu, w jakim to coś
"trzymamy". W każdym przypadku istota czynności sprowadza się do
dobrowolnego zaniechania zasilania danej emocji/myśli. Chodzi, jak już
mówiliśmy, o zaprzestanie działania, a nie, jak odruchowo byśmy chcieli - zrobienie czegokolwiek.
Przy zrozumieniu znaczenia w ten sposób, można używać dowolnej z
powyższych kilku form, lub nawet wymyślić własną.
Pełny cykl domykają jeszcze dwa pytania: "Czy pozwolę się temu
rozpuścić (odejść)?" oraz "Kiedy?". Jak odpowiadać na
pytania? Na wszystkie pytania oprócz ostatniego odpowiadamy sobie
w myślach TAK lub NIE. Na "Kiedy?" można odpowiedzieć "Teraz!" albo...
cokolwiek przyjdzie nam do głowy! Dopóki jednak jesteśmy ze sobą
szczerzy, zarówno TAK, jak i NIE, zarówno "Teraz!", jak i "Nigdy!",
mogą przyczynić się do "rozpuszczenia" emocji w umyśle. Gdy
"rozpuszczenie" zachodzi, czujemy to. Dyskomfort towarzyszący odczuciu,
skokowo się zmniejsza. Po wielokrotnym powtórzeniu "rozpuszczenia" -
kłopotliwe odczucie całkiem zanika, a na jego miejsce wchodzi poczucie
zwiększonej przytomności, opanowania i emocjonalnej wolności.
Po zakończeniu cyklu pytań, emocja jest namierzana powtórnie, lub
zmieniana na inną, jeśli tamta rozpuściła się już kompletnie.
Cykl może zacząć się od nowa. Tak wykonywana medytacja jest czymś
bardzo niekłopotliwym. Może być wykonywana w tramwaju, w drodze do
pracy, w windzie czy w łazience, bez konieczności przyjmowania
specyficznej pozycji ciała, czasem wręcz "w marszu", czasem na siedząco
i z kartką. Stosujemy tyle powtórzeń, ile chcemy, pracując przez kilka,
kilkanaście lub kilkadziesiąt minut na raz, zależnie od okoliczności.
Nabycie wprawy w technice Sedony, może doprowadzić do umiejętności
uwalniania "na miejscu", to znaczy bez przerywania danej czynności.
Wtedy praktyka medytacji przestaje być w ogóle czasochłonna.
Metoda Sedony jest czymś zarówno bardzo pragmatycznym, "ziemskim",
jaki i w pewien sposób niezwykłym i "ezoterycznym". Jej pragmatyzm
polega m. in. na tym, że jest sprawdzalna w warunkach
klinicznych. Cytowane na stronie badanie uwzględniało częstotliwość
uderzeń serca, ciśnienie krwi i tonus mięśni, z czego w dwóch
pierwszych kategoriach odnotowano wyniki 3-4 krotne lepsze w porównaniu
z tradycyjną techniką redukcji stresu, a w przypadku tonusu mięśni
wynik był porównywalny. Jak skomentowali naukowcy, Dr Richard J.
Davidson i Dr David C. McClelland, jest to technika wybitna "ze względu
na swoją prostotę, skuteczność, nieobecność wątpliwych założeń oraz
szybkość występowania obserwowalnych wyników." [3.]
Stosowanie Metody Sedony nie ogranicza się do poprawy samopoczucia,
i znajduje zastosowanie w każdej dosłownie dziedzinie, gdzie praca z
psychologiczną traumą może przyczynić się do poprawy jakości życia i
funkcjonowania. Mamy więc zarówno aspekty ściśle terapeutyczne, takie
jak pomoc w stanach depresji, niskiej samooceny, nałogów itp., jak i
dziedziny zaliczane raczej do obszaru samorozwoju - tu przede wszystkim
obfitość finansowa oraz wytyczanie i realizacja celów. Metoda Sedony
znajduje swoje zastosowanie nawet na obrzeżach medycyny - w pracy
z bezsennością oraz chronicznym bólem. Może być ponadto i jest z
powodzeniem wykorzystywana do osiągania poprawy i lepszej komunikacji w
relacjach, biznesowych, rodzinnych i partnerskich. [4.]
Rozwijanie obfitości finansowej, o czym może warto tu wspomnieć,
jest w Metodzie okazją do przyjrzenia się własnym ograniczającym
przekonaniom, związanym z ryzykiem, inwestowaniem, podejmowaniem
decyzji czy relacjami biznesowymi. Obfitość finansowa nie jest tu
traktowana jako przedmiot afirmacji, czy neurolingwistycznego
programowania, technik których zasada działania, jak już wspominaliśmy,
jest inna.
Natomiast jest jeszcze ten niezwykły, "ezoteryczny" aspekt
Metody. Przede wszystkim, wydarza się tu coś naprawdę
niecodziennego - coś co mistycy nazywają "transcendencją". Jest
łyżka, nie ma łyżki. Jest emocja, nie ma emocji. Co się dzieje?Wiele
systemów medytacji, w tym buddyzm, mówi nam o "iluzji świata zjawisk".
Praktykując Metodę Sedony zaczynamy orientować się, co taka "iluzja"
miałaby znaczyć. Oto tyranozaur naszych karykaturalnych emocji
czyha w głębi umysłu. Często nawet nie wiemy, że on tam jest,
obok rośnie trawka, kwiatuszki, przygrzewa słonko. Ale instynktownie
nie chcemy zaglądać do jamy, coś nas powstrzymuje. Znaczy, gdzieś,
jakoś, przeczuwamy, że on (brrr...) tam jest. Dobrze. No i teraz, jeden
raz odważamy się zajrzeć. Po cichu, nie mówiąc nikomu wchodzimy do
jamy. Wyskakuje tyranozaur. Wypełnia sobą niebo. Oj, mieliśmy
rację, po co było wchodzić, to był ostatni błąd w naszym życiu! Ale
wtedy wpadamy na pomysł. Raz kozie śmierć, i tak zaraz nas pożre. I tak
nic nie ma do stracenia. Podchodzimy do tyranozaura i drapiemy go po
brzuszku. Poklepujemy przyjaźnie po cuchnącej skórze. "Hej stary...
Chcesz mnie zjeść? Nie żałuj sobie... Wcinaj..." I nagle... dziw nad
dziwy! Psssssssssst - schodzi z niego powietrze. Był nadmuchiwany. Na
ziemię opada pusta powłoka.
Krzysztof Wirpsza
Artykuł ukazał się w czasopiśmie Czwarty Wymiar z kwietnia, 2009
Literatura:
- www.sedona.com/html/Endorsements.aspx
- Dwoskin, H. "Metoda Sedony, Your Key to Lasting Happiness, Success, Peace and Emotional Well-being"; Harper Element, 2005
- www.sedona.com/html/scientific-evidence.aspx
- www.sedona.com/html/How-The-Sedona-Method-Can-Help-Me.aspx